Rozmowy przy kawie (32)
Czytam o waszych kłopotach i gdyby to tylko zależało ode mnie...i gdyby tylko się dało, chętnie bym pomogła je rozwiązać.
Rozmowy z koleżanką zmagającą się z chorobą sprawiły, że uczę się dystansu do wielu spraw. Doceniam to, co mam.
Od jakiegoś czasu zaczęłam też ćwiczyć bycie dobrą także dla siebie. I nie boję się artykułować tego, co myślę i czego potrzebuję.
I powiem wam, że to działa.
Dawniej byłoby to niemożliwe. Nie umiałam wybrać rzeczy ważnych od ważniejszych. Roztrząsałam i zawsze wydawało mi się, że ktoś jest niezadowolony z mojej decyzji. Zawsze na pierwszym planie byli inni, którzy to wykorzystywali i nie mówię o najbliższych.
W wielu sprawach odpuszczam albo się godzę z zaistniała sytuacją.Co nie znaczy, że zobojętniałam i że umarł we mnie duch walki. Budzi się, gdy to ja muszę być tym silniejszym.

Bogusiu, tak to już jest...
Pati, terapeutyczno-kulinarną objazdówkę możesz zacząć u mnie (jestem jeszcze w domu, dysponuje czasem i miejscówką), a potem to już z górki (znaczy na południelol).

Aniu, dziecko zapewne ucieszy się z zasobów spiżarni. Co robisz z czerwonej kapusty? Doczytałaś o kwiatku?

Olu, my też walczymy przed sprawdzianem z matmy, jutro z angielskiego a w czwartek z historii...Ale ja na zawodowym lenistwie, więc nie ma co narzekać...Chociaż dziecię do nauki na stosunek raczej dosyć luźny.
Cieszę się, że to robisz. Nie śmiałam więcej przypominać. To ważne. Trzymam kciuki.

Beatko, pogody zazdroszczę, chociaż jest nadzieja, że i u nas jutro dopisze.
Po południu listopad zamienił się w słoneczny wrzesień.
Nie rozkładaj się...może coś dla zdrowotności.
Właśnie się raczę % z imbirem, miodem lipą i cytryną mocząc kopytka w wrzątku z solą, olejkiem różanym i suszoną lawendą.


  PRZEJDŹ NA FORUM