Rozmowy przy kawie (30)
No tak mi się wydaje, że to ja chyba bardziej terapii potrzebuję niż moje dziecko, bo ona ma rano trochę stresu, potem świetnie się bawi, a po powrocie na początku informuje mnie co poszło nie tak, ale mam wrażenie, że bardziej dla odhaczenia obowiązku ,a teraz od godziny papla jak było boskoaniołek Jak na jej możliwości to jest wręcz wściekle aktywna, bo rozmawia z dziećmi, jest aktywna na lekcjach, ma tylko problem z dziećmi en masse, za to dzieci w ogóle nie mają problemu z nią i nie uwazają jej za jakieś dziwadło, przyjmują do wiadomości, że jest jaka jest i to jest chyba najważniejsze... a w sobotę już idzie na pierwsze urodziny, mam nadzieję, że odważy się na jakąś interakcję z kolegami...

Sarulek natomiast rano wrzeszczy, że nigdzie nie idzie, a potem normalnie daje sobie radę i nadal jest wściekle dumna, że jest w starszakach (nie jest, ale jeszcze nikt się nie wygadał) aniołek

I bardzo prosze o wybaczenie, jeśli bedę pisać w najbliższych dniach trochę za dużo o dzieciachzawstydzony Jestem jeszcze bardziej dysfunkcyjna niż one i strasznie przezywam ich sukcesy i porażki (a potem, jak wieszczy moja zawsze 'optymistyczna' mama i tak mnie kopną w d***, porzucą na starość i ograbią z majątkutaki dziwny )


  PRZEJDŹ NA FORUM