Fragment planety Ziemia
Żmija.
Wczoraj mojego Larsa ukąsiła żmija.
Miał mnóstwo szczęścia, z tego, co udało sie zlustrować i wydedukować, nie dostał pełnej dawki jadu, a chyba tylko połowę... Ukąsiła go w łapę na szczęście, a nie np. w pysk, co jest o wiele groźniejsze. No, ale oczywiście i tak sytuacja była groźna, u weterynarza dostał dwa zastrzyki, potem dwie kroplówki. łapa go bolała i była napuchnięta, ale ogólnie nie był w złym stanie. Jeszcze wieczorem łapa była gorąca i spuchnieta, ale powoli nabrzmienie schodziło, teraz jest już normalnie. Chwilę po ukąszeniou zaczął podnosić tę łapę z bólu i zaczął sie lekko zataczać i pokładać na ścieżce, to był stresujący moment, bo bałam się, że straci przytomnosć, a do samochodu z tego miejsca jest z 80m. Mysłałam - kurczę, ciężko mi będzie dotransportować i wsadzić do auta nieprzytomnego psa ważącego 45kg !! Ale na szczęście nie stracił przytomności, poszedł sam za mną i sam wszedł do samochodu.
Gdzie to sie stało? U mnie w ogrodzie. Tak.
Nie, nie jestem zaskoczona, juz wiele razy widywałam żmije w okolicy mojej działki i kilka razy na mojej działce, ostatnio widzieliśmy z małżem w sobotę.
Oczywiście lubię zwierzęta, ale z obecności tych w moim ogrodzie sie nie cieszę, to jasne.
Lars zabił tę żmiję, zdążyła go dziabnąć, ale ją ...eksterminował... Niestety sam sobie jest winny, bo on na nią chciał zapolować, ona sie broniła. To jednak nie zmienia obrazu, bo i tak żmije w ogrodzie pozostają groźne, pies może przypadkiem nadepnąć, ja mogę nadepnąć albo przypadkiem złapać za nią zbierając np. jagody kamczackie... Samo uważanie i zachowywanie nawet najwyższej ostrożności nie daje gwarancji bezpieczeństwa, zwłaszcza psom.
Teoretycznie "władze" mają obowiązek zająć się problemem na terenie zamieszkanym, ale to fikcja literacka. Złapać i przenieść na inny teren to mozna żmiję, która weszła do komórki, a nie całą populację (mam nadzieję, że MAłĄ!) żyjącą w chaszczach na hektarze mojej działki i okolicznych.
Oczywiście stan mojej działki sprzyja obecności żmij, jak pokazywałam, jeszcze sporo dzikich maliniaków i innych chaszczy pozostało nam do wycięcia. Jednak nawet całkowite uporządkowanie i systematyczne koszenie nie gwarantuje, że żmije sie wyniosą, a nawet jeśli wyniosą sie z mojej działki, to i tak mogą życ dalej na okolicznych terenach, gdzie sa dzikie niekoszone łąki, zagajniki, jeżyniska i będą sie pojawiać...
Słowem - bulba zakręcony

A tę żmiję, co Lars zabił, to wsadziłam (przy użyciu patyka oczywiście na wypadek, gdyby żmija tylko udawała martwą, bo one tak robią) do słoika, zakręciłam i narazie zachowałam. Zrobiłam to po to, żeby mieć co pokazać. Najpierw weterynarzom, bo gdy kilka lat temu po raz pierwszy zapytałam, czy sa przygotowani na taką ewentualność, że przyjadę z ukąszonym psem, to popatrzyli na mnie z niedowierzaniem i dopytywali, czy to naprawdę mozliwe, czy naprawdę na tych terenach są itd. Wczoraj to nie było jednak zupełnie potrzebne, bo w tym czasie mieli liczne przypadki ukąszeń i juz nie potrzebne im żadne dowody, są w pełni przygotowani do takich akcji ratunkowych. Na szczęście. Jednak zanim pojechałam, zadzwoniłam, żeby mieć pewność, że mają wszystko, co potrzebne, żeby nie tracić czasu. Lars oczywiście nie dostał surowicy, bo jak już dziś wiadomo, sama surowica potrafi zaszkodzić jeszcze bardziej niz jad żmiji, bo często wywołuje wstrząs, dziś podaje sie inne leki.
Lars czuje sie dobrze, ale to jeszcze nie koniec, trzeba mu jutro zrobić badania krwi, bo jad może spowodować rozpad czerwonych krwinek i inne problemy. Dopiero pojutrze będzie wiadomo, czy wszystko skończyło sie dobrze.

Dla zdrowego dorosłego czlowieka ukąszenie tej żmiji nie jest śmiertelne, ale to nie znaczy, że nie jest groźne. Irytujące są te uspokajające teksty, które mozna przeczytać. No, owszem, nie jest śmiertelne, ale ilość cierpienia, jaka czeka ukąszonego jest niemała, a poza tym np. ukąszona noga nierzadko pozostaje niepełnosprawna, jeśli dawka jadu była duża, bo zostają uszkodzone tkanki i juz nie wrócą do pełnych funkcji. Uspokajające teksty o tym, jak to żmija jest łagodna i ogólnie niegroźna, to mogą sobie wsadzić w swój mieszczuchowaty tyłek ci, którzy je piszą siedząc na dziesiątym piętrze w blokowisku pan zielony Ja na przykład jestem na pierwszej linii w kontaktach z dziką przyrodą, kleszcze, żmije, miejscowy homo sapiens (zwłaszcza, że najczęściej wcale nie sapiens pan zielony ) ...





  PRZEJDŹ NA FORUM