Fragment planety Ziemia
O tak, komputer ostatnio miał focha, a nawet kilka diabeł
Basiu, masz rację, chyba tak sie własnie przestawiła klawiatura. Rzecz w tym, że sie SAMA przestawiła, czyli system żył własnym życiem, a to niezbyt dobrze zmieszany Ja jestem w stanie zainstalować samodzielnie to i owo czy cały system, ale nie umiem naprawiać błędów systemu, nie potrafię np. odszukać błędu śledząc go polecenie po poleceniu, wyeliminować i zastąpić prawidłowym poleceniem. Nawet próbowałam, ale doszłam do pewnego momentu i okazało sie, że doszłam do ściany, bo trzeba dokonać wyboru, a ja go nie rozumiem. Nie mówiąc o tym, że nie mam do tego cierpliwości zakręcony nawet do instalowania nowszego systemu nie mam cierpliwości ...Ale mam Małża, który przecież musi czuć się niezastąpiony (oni tak mają oczko ) i z zadowoleniem zainstalował mi nowiuśki systemik, który działa, gra i buczy cool A ja mogę teraz skoncentrować się na tym, co istotne w komputerze, czyli na poszukiwaniu w szkółkach odpowiednich róż okrywowych na moją rabatkę różaną lol oczko

Piesek, który błąkał sie w mojej wsi, nagle zniknął zdziwiony Nie mam pojęcia, co sie stało, jest kilka mozliwości, ale nie jestem w stanie tego ustalić. Martwi mnie to bardzo, chciałam uratować okruszka, ale cóż robić, takie życie... Może jeszcze zdołam sie czegoś dowiedzieć albo cudem go odnajdę.

Dzięki, dzięki! bardzo szczęśliwy Ze zdrowiem, to jeszcze wciąz huśtawka, raz lepiej, raz gorzej, ale to normalne.
Co do ogrodowych zdobyczy... Marzą mi sie wspomniane róże okrywowe, "chodzą" tez za mną jabłonie ozdobne i cisy...

Pogoda dla ogrodnika dopiero od środy podobno... Cała robota stoi, bo trudno coś sadzić czy pielić w śniegu
pan zielony Chociaż... jako, że snieg pojawia sie i znika, to ja z doskoku cos tam chwilami robiłam w ogrodzie. Doslownie: z doskoku, bo gdy wychodzilo slońce, ubierałam sie szybko i wyskakiwałam na dwór, żeby np. sprzątac gałezie albo wycinać i przycinać lol Troche bez sensu, ale kto by wytrzymał tyle dni w domu? Ja nie. A tak z doskoku choć odrobinę roboty pchnęłam, wycięłam troszke dzikich jeżyn i malin, które rosną, gdzie chcą, zniosłam w poblize ogniska jakąs tonę gałęzi do spalenia... No i... testowałam nowy sekator cool O tak! Kupiłam nowego fiskarsa, okazyjnie, na aukcji ("starego" fiskarsa małż mi NAPRAWIŁ, nie bede opowiadać, bo nie wypada uzywac takich słów) Ba, kupiłam też nożyce do gałęzi, tez fiskarsa, tez okazyjnie, nawet bardzo okazyjnie, ale przyjdą po świętach cool Takie małe, krótkie, bo takie mi potrzebne, mam długie, ale ciężkie są i nieporęczne, no i nie mieszczą sie oczywiście w moim koszyku-ogrodniku. Koszyk-ogrodnik to mój patent na to, żeby nie ganiać po każde drobne narzędzie z osobna, tylko nosić je wszystkie ze sobą w miejsce pracy w jednym koszyku cool Na samym początku mojej przygody z prawie półtorahektarowym ogrodem nie miałam patentu na drobne narzędzia, ale gdy w ciągu godziny musiałam kilka razy pójść sto metrów do domu po cos i sto z powrotem - poszłam po rozum do glowy i zebrałam wszystkie małe narzędzia, najpierw w wiaderku, ale sredno sie sprawdzało i przeszłam na koszyk o odpowiednim kształcie.


  PRZEJDŹ NA FORUM