| Rozmowy przy kawie (8) |
| No tak, jak ja w drodze, to akurat imprezka była A ja byłam u Basi, a Wy nie! Sprzedałam Yogiego za pieczoną karkowkę Zostawiłam go u Basi z zupełnie spokojną głową, wiadomo, że troche smutno sie rozstać, ale bylo widać od razu, że Yogi czuje sie dobrze w nowym domu i wystarczy chwila aklimatyzacji, żeby osiągnął pełnię psiego szczęścia. To taki "przypadek adopcyjny", że nie ma cienia wątpliwości i widać, że pies jest we właściwym miejscu, rzec można, że przeznaczonym mu przez bogów. Odjechałam w świadomości, że robię dokładnie to, co powinnam - zostawiam psa u JEGO LUDZI W JEGO DOMU, GDZIE BĘDZIE MIAŁ NAJLEPSZE PSIE ŻYCIE Basiu, jestem bardzo szczęśliwa, że to u Was jest Yogi! Jako dom tymczasowy Yogisia czuję sie całkowicie spełniona Jednak, żeby nie było tak całkiem sielankowo, to muszę wyjaśnić, że byłam u Basi ze swoim mężem, a to błąd Tak to jest, gdy fotel kierowcy ma zepsutą regulację... Tak,tak, bo fotel ma coś tam złamanego i jest zablokowany na takim ustawieniu, jak dla małża, czyli maksymalnie odsunięty, a ja potrzebuje go prawie maksymalnie przysunąć do kierownicy, żeby prowadzić No, że też on nie dostaje takiego pobudzenia w czynie jak w słowie No trudno, popełniło sie w młodości błąd, teraz trzeba ponieść konsekwencje No, ale najważniejsze, że Yogi znalazł taki dobry dom |