Rozmowy przy kawie (1)
Jeszcze jedno, weszłam na FO i zaraz wyszłam, z jakimś dziwnym uczuciem, że logując się tam rok temu, podpisałam jakiś cyrograf albo co najmniej jakieś zobowiązanie, z którego ktoś ma prawo mnie rozliczyć. W momencie opuszczenia tego miejsca administracja wyjaśnia, objaśnia, proponuje, komentuje to, co się dzieje na innym forum,dopisuje się do mojego wątku, który zamknęłam, inni się tłumaczą, dlaczego zostają... po co, ja się pytam? Albo nie rozumiem idei tworzenia for i bycia ich użytkownikiem, albo za bardzo ulegamy pewnym mechanizmom, które sprawiają, że zaczynamy od wszystkich, z którymi wymieniamy uwagi w necie, wymagać zbyt wiele. To wszystko trochę wygląda jak rozwód: nieskuteczna rozprawa pojednawcza, potem wyciskanie informacji, co było źle i z czyjej winy, dobrze, że rozdzielność majątkowa obowiązuje wesoły
Życie pokazuje, że nie ma nic stałego, niezmiennego, entropia rośnie i maleje bezustannie.
Chętnie nadal utrzymuję kontakt z tymi, którzy tego chcą, nawet przez internet można się polubić oczko Jeśli dla kogoś jest ważniejsza przynależność i to, gdzie obecnie występuję ze swoimi wątkami, rozumiem i nie nalegam. Każdy ma prawo do swoich racji. Życie płynie, do pracy trzeba chodzić, rachunki i podatki płacić. Jak sobie urządzimy czas pomiędzy tymi sprawami - nasz pomysł i nasze wykonanie. Ważne jedynie, aby "znać proporcjum, mociumpanie".
Tyle mi się ulało wesoły


  PRZEJDŹ NA FORUM